taisha 20.09.2009

Już dawno porzuciłam myśl, że w pracy się z kimś zaprzyjaźnię. Próbowałam. Gdy zaczynałam tu pracować, wydawało mi się, że polubię wszystkich. Do każdej nowej osoby podchodziłam z życzliwością i pełnym kredytem zaufania. Nigdy nie zakładam z góry, że ludzie są źli. Tylko potem dostaję po głowie. Zawsze tak było, przyzwyczaiłam się. Z biegiem lat zrozumiałam, że koleżanki z pracy, to tylko znajome z pracy, nic więcej. Każda sobie rzepkę skrobie, nie oglądając się na innych i nie licząc się z innymi. Cóż, samo życie. Musiałam pogodzić się z tym, że takie pojęcie jak bratnia dusza, w tym akurat miejscu na Ziemi nie istnieje.

W ciągu sześciu lat pracy tutaj polubiłam z wzajemnością tylko dwie osoby. Ania już odeszła na emeryturę. Została Baśka. Tymczasem przez te kadrowe przesunięcia przybyły do nas dwie dziewczyny, które wcześniej znałam tylko z widzenia. Nagle się okazało, że nadajemy na tych samych falach, rozumiemy się w pół słowa, a nawet bez słów. Zaiskrzyło. Teraz jesteśmy cztery: Baśka, Renia, Ewa i ja. I co najdziwniejsze nie tylko ja je lubię, ale i one między sobą też. Może ta nasza czworokątna przyjaźń jest jeszcze zbyt świeża, zbyt krótka, by powiedzieć, że na dobre i na złe, ale mam takie wewnętrzne przekonanie, że to nie jest złudzenie i że nie pryśnie od byle czego. Czasem tak jest, że się to czuje od razu. Szczególnie, że spotykamy się nie tylko w pracy i mamy już za sobą kilka wypadów. A wiadomo, że najlepiej poznaje się ludzi w warunkach polowych.

Najpóźniej przybyła do nas Ewa i chyba ona jest mi najbliższa, jakbyśmy już kiedyś się dobrze znały i spotkały po latach. Dostałam od niej maila, w którym dziękuje mi, że pomogłam jej się zaaklimatyzować w nowym miejscu. A ja przecież nic takiego nie zrobiłam, tylko powitałam ją życzliwie, zwyczajnie i po ludzku. Odpisałam jej, że to ona sama wpakowała mi się do serca i rozsiadła się jak u siebie ;) i że odkąd się u nas pojawiła, stało się coś dziwnego, nagle odkryłam, że bardzo lubię chodzić do pracy :))).

  1. 4Avatars v0.3.1

    Zaraz cieplej się robi na duszy? Pozdrawiam i ciesze się z Tobą.

  2. 4Avatars v0.3.1

    Jak to dobrze, że siebie macie!
    I jak im dobrze, że Ciebie mają!

  3. 4Avatars v0.3.1

    Mam bardzo złe doświadczenia z przyjaźniami ‘pracowymi’;
    to są doświadczenia sprzed wielu lat, ale uczuliły mnie na dobre i nauczyły trzymania się na pewien dystans, nieprzekraczania pewnej bariery prywatności.
    Zaprzyjaźniłam się z kilkoma osobami po ich odejściu z pracy;)
    tak jest bezpieczniej, choć przyznaję - smutne to;
    ale się sprawdza;)

  4. 4Avatars v0.3.1

    Taisho, odbierz pocztę:)

  5. 4Avatars v0.3.1

    -> ela, zuza: pozdrawiam cieplutko :)))
    -> ikroopka: ostatnio nie mogę się dopchać do kompa, ale już odebrałam :)

  6. 4Avatars v0.3.1

    Takie przyjaźnie są mozliwe. Jestem w takim “pracowym” czworokącie od dziesięciu lat. Wiele razem przeszłyśmy, zdązyłyśmy poznać wszystkie swoje wady /ma je każdy/ i tolerujemy je. I każda z nas nieraz mówiła : “dziewczyny, jak to dobrze, że was mam”. Bo bywało różnie. Znamy swoje tajemnice, czasem sie sprzeczamy, mamy gorsze dni, ale każda jest pewna, że nigdy żadna z nas nie byłaby nielojalna wobec drugiej. To jest wspaniałe uczucie. Życze Ci, żeby i Twoje przyjaxnie przetrwały.

  7. 4Avatars v0.3.1

    Pod wpisem o przyjaźniach… Dlaczego nie?

    Zdrowych, Spokojnych, Radosnych Świąt!

    :*

  8. 4Avatars v0.3.1

    Taishko
    -tak zwykle bywa w przypadku osób życzliwych i otwartych:))) ja prawie ze wszsytkimi w pracy żyję w zgodzie i w życzliwości,ale o przyjaźń w pracy trudno…owszem udaje się z niektórymi…i wiesz: lepiej jeśli jest tych przyjaźni mniej a najlepszym gatunku.To sie na całe życie w sumie rozciąga… :)

    Pomyślności wszelkiej w Nowym Roku zyczę CI:)

Trackbacks/Pingbacks

Skomentuj