taisha 01.07.2009

Byłam w pracy kiedy nabrzmiałe, dyszące żarem niebo zabłysło złowrogo, zagrzmiało i lunęło strugami deszczu. Już od kilku dni natura zbierała się do tego wybuchu, było parno, duszno, gorąco. Nareszcie deszcz - pomyślałam. Ale byłam dość odosobniona w swej reakcji. Wokół rozległy się lamenty: nie mam parasolki, jak ja wrócę do domu, deszcz pada, zamknijcie okna, wyłączcie komputery, ja się boję burzy. Wariatki, pomyślałam, deszczu się boją, popada i przestanie, wielkie mi co.  Burza tymczasem grzmiała coraz mocniej. Potoki deszczu lały się z nieba, nie przejmując się brakiem czyjejś parasolki, w nosie to miały czy ktoś zmoknie, czy nie, przecież po to właśnie padały, żeby wszystko zmoczyć. Nawet szyby drżały od bardzo bliskich grzmotów. Nie żebym była taka odważna, ale burzy jakoś się nie boję. W czasie burzy zwykliśmy z Wybrańcem siadać na podcieniu przed domem na Jaworowym Wzgórzu i podziwiać siłę i piękno natury, usiłowaliśmy także łapać w obiektyw co ciekawsze błyskawice, co rzadko nam się udawało, tak byliśmy zapatrzeni. Lubię burzę. A deszcz jeszcze bardziej. Więc nie bałam się, naprawdę. Mimo burzy pacjenci przychodzili do szpitala, przynosili wieści z miasta. Tramwaje ponoć nie jeżdżą, bo miasto zalane, gdzieś tam wody po kolana napadało.

Kiedy wychodziłam z pracy o 14.30 (burza zaczęła się ok. 13.30) deszcz już prawie ustał, trochę jeszcze kropiło. Zadzwoniła moja siostra:
- Gdzie jesteś - spytała nerwowo. - W domu czy w pracy?
- W drodze z pracy do domu.
- Burza była, całe miasto zalane, na Grunwaldzkiej podobno wody pełno i nic nie jeździ, Kartuska zalana, wszędzie powódź.
- Skąd wiesz?
- W telewizji pokazują, cały czas,  wielka powódź.
- Czym ty się przejmujesz, przecież mieszkasz na dwunastym piętrze, do ciebie nie dojdzie - zażartowałam.
- Ale ty na parterze! - krzyknęła moja siostra.  - Ty się śmiejesz, a pewnie ci mieszkanie zalało!
- Na parterze, ale na górce.
A jednak mimo woli zdenerwowanie siostry mi się udzieliło. Podobno zalało też Gdynię, a Adam i Michał dzisiaj pracują w Gdyni. Zadzwoniłam do Adama, nie odbierał telefonu. Pewnie coś się stało - sama zaczęłam wpadać w panikę. Popukałam się w czoło, pewnie jest zajęty i nie ma czasu odbierać. Zadzwoniłam do siostry.
- Wyłącz ten telewizor - zażądałam stanowczo.
- Czemu?
- Bo zawału dostaniesz, jestem na Grunwaldzkiej, co prawda ona jest długa, może gdzieś dalej jest woda, ale ja tu żadnej wielkiej wody nie widzę, trochę kałuż, widać, że mocno padało, bo piasku pełno woda naniosła na jezdnię, ale samochody jeżdżą w obie strony, tramwaje i autobusy też. Zaraz będę jechała prawie przez całe miasto, to ci powiem jak jest dalej, bo może gdzieś faktycznie coś zalało. Ale naprawdę widziałam już większe burze.
No zalało, koło stoczni widziałam ludzi brodzących w wodzie po kolana. Nie jeździły też niektóre autobusy, a tramwaje wszystkie puścili inną trasą. Ale i tak nie trwało to długo. Zanim dojechałam do domu, częściowo tramwajem, częściowo pieszo, już minął mnie mój autobus. I nie szłam w wodzie po kolana, ani nawet po kostki. Fakt, że po drodze były straszne korki i tłumy ludzi w tramwaju, a droga do domu zajęła mi dwie godziny. Ale tak jest zawsze w godzinach szczytu z burzą czy bez. Wczoraj na przykład jechałam do domu trzy godziny, a burzy żadnej nie było.

Po drodze słyszałam od ludzi, że gdzieś piorun trafił w tramwaj, ale nikomu nic się nie stało. Słyszałam też że na tory kolejowe runęła słynna 30-metrowa skarpa przeciwpowodziowa i pociągi nie jeżdżą. No to faktycznie nieszczęście, szczególnie dla ludzi, którzy w tych pociągach ugrzęźli.

Być może w niektórych niżej położonych częściach miasta było tej wody więcej, nie wiem, nie widziałam, to nie będę się wypowiadać. Była gwałtowna burza i ulewa, to prawda, na pewno są jakieś szkody, ale histeryczne gadanie o wielkiej powodzi w Gdańsku uważam za przesadę. Telewizja robi z igły widły, nie po raz pierwszy zresztą. Niech sobie robią, w końcu jest sezon ogórkowy, to każdy temat dobry, a ja i tak nie oglądam. Ale po co denerwują moją siostrę?

  1. 4Avatars v0.3.1

    Denerwowanie sióstr jest naganne, zgadzam się, bo mam trzy siostry, choć nie są one Czechowa.
    Wczoraj (podobno) zalało Warszawę, ale na mnie nie spadła ani kropla.
    TV tylko zdenerwowała moją siostrę w Olsztynie.

  2. 4Avatars v0.3.1

    czyli TV nadal kłamie.
    A u mnie zalało sąsiednie miasteczko, ale tylko przejazdy pod wiaduktem. Za to w Miescie tylko pokropiło.
    A TV niewiele powiedziała, bo szwedzka TV w ogóle niechętnie mówi o tym co może zmartwić…

  3. 4Avatars v0.3.1

    No może częściowo kłamie. Bo mówi, ze leje, grzmi i w ogóle. U mnie na wsi (widły Wisły i Pilicy): jak idzie zza Wisły - nie dojdzie (od tubylców sie dowiedziałam), jak zza Pilicy - czasem, a jak z wideł - murowane dojdzie. No i dochodzą - widzę po poziomie wody w moim sąsiednim dopływiku (teraz: DOPŁYWIE) Pilicy, po Pilicy, rozlewającej się powoli na łąki. I słyszę, i widzę - jak Taisha lubię - tylko Tequila się złości i odpowiada głośnym szczekiem: Ciszej tam! Gorsze, że laptopa muszę odłączać (przykazanie Dziecka) i internet, a roboty huk…
    Z podsosennymi pozdrowieniami!

  4. 4Avatars v0.3.1

    bo faktycznie aż tak źle nie bylo, choć wracając do domu przechodziłam przez ‘Ganges’ /info dla tubylców było to na Przymorzu/, potem pomyślałam, że moglam jednak zawrócić, bo tam nie bylo tyle wody, ale już mi się nie chciało.

  5. 4Avatars v0.3.1

    Piekarnicza na Morenie była jedną wielką rzeką. Z zatopionym radiowozem na środku :)
    Gdy wychodziłam o 16.00 - było już prawie sucho.

  6. 4Avatars v0.3.1

    Następnego dnia w pracy omawialiśmy szeroko tę “wielką powódź” w naszym mieście. Wypowiedzi były różne:
    - Kartuska była cała zalana, nic nie jeździło.
    - W urzędzie miasta zalało archiwum.
    - O co chodzi z tą powodzią? Rodzina do mnie wydzwaniała z południa Polski czy żyję. Jakaś powódź u nas była?
    - No była przecież. Piorun trafił w drzewo na Oruni.
    - I pociągi nie jeździły, do wieczora cały Gdańsk był zablokowany.
    - A ja nic nie zauważyłam, normalnie pojechałam do domu i nic się nie działo po drodze. Dopiero w telewizji widziałam.
    - A jaki grad walił, myślałam, że mi szyby powybija.

    Jak widać Gdańsk to spore miasto, jedni odczuli tę burzę na własnej skórze, inni nie. Zależy gdzie kto akurat był. A telewizja nie kłamie, nie, wcale. Tylko uwypukla to co najgorsze. Inaczej nie byłoby newsa. W sumie taka burza to pożyteczna rzecz ;) zmusiła mnie nawet do napisania notki na blogu :D. No i w pracy jest o czym pogadać, zawsze to ciekawiej niż zwyczajnie o pogodzie ;)

  7. 4Avatars v0.3.1

    U mnie w W-wie w piątek deszcz zalał moją stacje metra i następną po mojej. 3 godziny metro nie kursowało.

  8. 4Avatars v0.3.1

    Dlaczego cisza?
    Pozdrawiam, buziaczki posyłam.

  9. 4Avatars v0.3.1

    Na forum blox.pl zglosila sie osoba, ktora chcialaby dolaczyc do grona szablonistow. Napisala do Ciebie e maila, ale ponoc nie ma odpowiedzil. Jej blog jest tutaj: http://szabloneria.blox.pl/html
    Watek na forum bloxa tutaj
    http://forum.gazeta.pl/forum/w.....y.html?v=2

    Prosze, skontaktuj sie z ta osoba. Dzieki.

  10. 4Avatars v0.3.1

    Och, jakbyś nie wiedziała, że TV jest po to by denerwować ludzi. Im większa sensacja tym lepiej. Nie ma sensacji? Nie szkodzi! Zawsze można ją stworzyć! Wiem, bo moja koleżanka współpracuje z dość poczytnym kobiecym czasopismem. :(

  11. 4Avatars v0.3.1

    trafiłam przypadkiem z FF:) fajnie się Ciebie czyta to po1, a po2 - pamiętam Gdańsk tego dnia i serio też nie wiedziałam skąd oni te foty do TV wzięli:)

Trackbacks/Pingbacks

Skomentuj