I wtedy naprawdę marzę o jakiejś bezludnej wyspie. Jak najdalej od tego obrzydliwego świata, w którym człowiek jest Panem i Władcą. Won z ludźmi. Nie ze wszystkimi, rzecz jasna, tylko z nie-ludźmi, czyli takimi, co uprzykrzają innym życie i nie lubią zwierząt. Nie rozumiem w ogóle jak można nie lubić zwierząt? Nie mówię, że każdy ma zaraz je trzymać w domu stadami, ale nie tolerować także u innych, to już tylko złośliwość i wredota. I do takich nie-ludzi mówię: won.
Dziś się dowiedziałam, że moje koty to największe szkodniki na osiedlu, łażą po cudzych balkonach i drą wszystko co popadnie, niszczą bez opamiętania wszystko cokolwiek im w łapy wpadnie. Całe osiedle podobno trzęsie się ze strachu i oburzenia przed tym straszliwym zagrożeniem. Mieszkańcy osiedla podobno masowo i tłumnie przychodzą do naszego bloku i dzwonią do mieszkania naprzeciwko (do mojej “ulubionej” sąsiadki), by zgłaszać skargi. Koty oczywiście po zniszczeniu wszystkiego zostawiają wizytówki z adresem, tylko dla zmylenia nie podają numeru mieszkania. I tak biedna moja sąsiadka od tych skarg opędzić się nie może. Cały dzień nic nie robi, tylko wysłuchuje tych lamentów i żalów. Tylko nie wiadomo dlaczego nie kieruje skarżących do mnie. Zapewne przez niedopatrzenie. Ciekawostką jest też fakt, że mieszkam tu już ponad dwa lata i dotąd żadnych skarg nie było. Pojawiły się dopiero teraz. Razem z nową sąsiadką. Oczywiście te wszystkie rewelacje powyżej na temat moich kotów pochodzą z jednego źródła.
Dziś przyszła do mnie wysoka komisja z administracji, żeby mnie poinformować, że mieszkańcy osiedla (w liczbie mnogiej rzecz jasna) skarżą się na moje koty. Wysoka komisja pouczyła mnie surowo, że nie wolno mi kotów wypuszczać na zewnątrz, chyba że na smyczy. Nie wspomnieli nic o kolczatkach i kagańcach, dziwne. Wysoka komisja raczyła również pobrudzić sobie komisyjne rączki i komisyjnie usunęła mój drąg oparty o mój balkon, ułatwiający kotom powrót do domu, o czym poinformowano mnie po fakcie. Komisja oświadczyła, że takie rzeczy są surowo zabronione i postraszyła kolegium jeśli się nie zastosuję do zaleceń komisji. Nie rozstrzelali mnie od razu? Zdziwiłam się.
Chyba zacznę hodować szczury albo pająki. Może je sąsiadka polubi? O szczurach i pająkach nic nie ma w regulaminie porządkowym spółdzielni. O kotach też zresztą ani słowa.





13.10.2008 at 17:58
Współczuję sąsiadów. Tacy potrafią uprzykrzyć życie…..
13.10.2008 at 18:07
Też czasem marzę o bezludnej wyspie.
Co do sąsiadki to zwyczajnie jest zlośliwa. Przydalo by się podrzucić jej jakiegoś pająka, ale w sumie szkoda zwierzatka dla takiej jędzy. Jeszcze by mu krzywdę zrobiła.
13.10.2008 at 18:29
Tak mi jeszcze przyszlo do glowy, można by pomyśleć, że hodujesz tygrysy, a nie koty.
14.10.2008 at 09:06
można by się pośmiać, ale cholera, wiem, że jak się baba uprze możesz mieć bardzo nieprzyjemnie i nie wiem co masz z tym fantem zrobić. Chyba nie pozostaje Ci nic innego jak zasłonić cały balkon siatką, żeby koty nie wyszły. Bo oczywiście możemy się buntować, pukać w czoło, ale sprawa może trafić do sądu grodzkiego, a z tego co wiem to takie rozprawy odbywać się mogą bez udziału strony zainteresowanej czyli bez dania Ci możliwości zapytania skąd wiadomo, że to Twoje koty są tymi groźnymi drapieżnikami.
Szkoda ograniczać kotom wolność, ale niestety na grzywny Cię nie stać ani na domek z ogródkiem.
14.10.2008 at 18:18
A moje koty osiedlowe mają schodki i nikomu to nie przeszkadza.
Buziaczki.
19.10.2008 at 23:53
głupia baba! Ja bym chciała mieszkać obok Ciebie! Nie masz w planach przeprowadzki do Wa-wy? Miałabym radość nie z tej ziemi, trzy koty za sąsiadów (szprotka i szprocie rodzeństwo) i jantarka, oj chciałabym, chciałabym. Nie posiadając własnych zwierzaków, mogłabym po utulać cudze. Dałby się Szprotek utulić obcej babie? Szprotek cudnie śliczny!
21.10.2008 at 13:40
Przepraszam, na różne sposoby próbuję się skontaktować. Otóż pobrałam szablon z krzesłem, bardzo mi się podoba; chciałabym umieścić tam gdzie należy znaczek “design by Taisha”, ale nie umiem tego zrobić. Proszę o kontakt albo przystępny instruktaż (z naciskiem na słowo przystępny!). Pozdrawiam serdecznie. A
21.10.2008 at 13:47
@aramisa: to ja przepraszam, nie we wszystkich szablonach umieszczam instrukcję, muszę się poprawić :-)
znajdziesz ją np. tutaj:
http://090szablonik.blox.pl/
kod, który tam jest do skopiowania, wklej do pola na kod html w swoim blogu
21.10.2008 at 22:49
halo, napisałam do Ciebie maila na gazetę
21.10.2008 at 23:02
@joe: nic nie przyszło, przed chwilą sprawdziłam, spróbuj na taishate(at)gmail.com
27.10.2008 at 11:19
Błędem “wrednej” sąsiadki, którą w innej sytuacji próbowałabym zrozumieć było to, że od razu nasłała administrację, zamiast zwyczajnie przyjść pogadać.
Ludzie z góry zakładają cudzą złą wolę i zasłaniają się zasiekami zamiast wyjść do siebie.
Po tej zagrywce byłaby u mnie spalona na całe życie. Jeżeli posunęła się do skargi w spółdzielni, może iść krok dalej lub… spółdzielnia zrobi to za nią.
Dlatego Prowincja ma rację. Musisz się dostosować.
27.10.2008 at 13:03
@cito: żeby zwyczajnie przyjść pogadać, trzeba mieć o czym, a moje koty nic jej nie robią, przeszkadzają jej, bo są i czasem usiądą na jej balkonie, bo weź wytłumacz kotu, że tam nie wolno, kiedy zawsze tam właził i jest to miejsce łatwo dostępne. Niczego nie drą, nie sikają, po prostu sobie przysiadają na chwilę i patrzą na świat, potem zeskoczą na trawę i tyle.
To znaczy tak było, bo teraz koty siedzą w zamknięciu i są nieszczęśliwe. Ale wyobraź sobie, że ja też wieszam pranie, w domu, bo już jest zimno i czasem nie ma mnie przez wiele godzin, a pranie mam całe, nawet jednym pazurem nie ruszone, w ogóle żadnych szkód koty mi nie robią. Na balkonie też wieszam pranie od dwóch lat i zawsze było całe. A na sąsiednim balkonie w życiu żadnego prania nie widziałam, w ogóle nic tam nie ma, co koty mogłyby zniszczyć, pusto. Baba po prostu wymyśla bzdury, jakby jej ptak usiadł na barierce pewnie też by miała pretensje. Jak można próbować zrozumieć chodzącą czystą wredotę?
Koty siedzą w zamknięciu od dwóch tygodni, w ogóle ich nie wypuszczam, nie tyle ze strachu przed administracją, co z obawy o to, by kochana sąsiadka ich nie otruła na przykład. A dziś sąsiadka raczyła przyjść i “pogadać”:
- Jak pani nie przestanie wypuszczać tych kotów, to przyjdzie tu policja i zrobi z tym wszystkim porządek.
- Ale ja ich nie wypuszczam, w domu siedzą cały czas, tak jak sobie pani życzyła.
Usłyszałam, że bezczelnie kłamię i że jeszcze zobaczymy.
No i tyle, jeśli chodzi o sąsiedzkie pogawędki.
27.10.2008 at 15:10
czyli każdy kot, którego ona widzi na osiedlu jest Twoim kotem…
może niech zrobi zdjęcia tych kotów, które jej tam ponoć niszczą? Jakoś musi udowodnić, że to Twoje, nie?
co policja zrobi? po odciskach łap rozpozna?
27.10.2008 at 15:32
@selenge: podejrzewam, że policja jednak ma ważniejsze rzeczy do roboty niż ściganie kotów po osiedlu ;-) aż żałuję, że nie zobaczę jej miny, jak będzie tę policję wzywać i jak ją wyśmieją, zresztą nawet gdyby dali się przekonać, że tu grasują tygrysy, to chętnie im te tygrysy pokażę, za nieuzasadnione wezwanie policji to ona oberwie nie ja :-D.
Nie mam zamiaru nikomu udowadniać, że akurat moje koty siedzą w domu. Równie dobrze mogłam się nie przejmować zakazem, ale i tak jest zimno, to ich na razie wypuszczać nie będę. Zresztą boję się, że baba mogłaby im zrobić krzywdę. Przeczekam i zobaczymy co będzie dalej.
W Gdańsku obowiązuje uchwała rady miasta, która między innymi mówi, że zwierzęta domowe (bez wyszczególniania o jakie zwierzęta chodzi) nie mogą być wypuszczane bez bezpośredniego nadzoru właściciela. Podejrzewam, że chodzi raczej o psy. Ale jak sprawa zajdzie dalej, to może poproszę w urzędzie miasta o szczegółową interpretację tego przepisu.
Póki co z kotami w Gdańsku jest tak, że wyłapuje się te dziko żyjące, bezpańskie, sterylizuje i wypuszcza z powrotem. Wątpię by stosowano wobec domowych kotów jakieś restrykcje, jeśli też są wysterylizowane. A skoro władze miasta uznają, że jest coś takiego jak dziki kot i pozwalają mu żyć na wolności, bo nikomu to nie szkodzi, to baba nie wygra tej wojny. Tak samo mogłaby wzywać policję przeciwko gołębiom. Też są dzikie i są hodowlane. I co? Tym hodowlanym zabronić latać, bo srają na czyjś balkon? Niech latają na smyczach?
28.10.2008 at 11:46
O matko.
Czyli to typ, z którym się nie da rozmawiać.
Ja wczoraj sporo myślałam o tym problemie, nawet z Sati ucięłyśmy sobie pogawędkę w naszym ulubionym chodnikowym miejscu. Bo to jest tak:
- spółdzielnia zawsze będzie bronić interesów większej liczy czynszów niż jednego. Nawet jakby miała to w nosie liczy się zysk.
Właśnie zysk.
Bo z tą liczbą czynszów nie jest tak całkiem do końca. Myśmy na przykład nie mogli pozbyć się warsztatów, mimo dużej liczby podpisów, bo… jedna pani w spółdzielni w końcu szepnęła “spółdzielnia nigdy z nich nie zrezygnuje, bo oni TAKI płacą czynsz za metr kwadratowy, że hoho”
A Tobie babo współczuję - koty już nauczone zażywania wolności cierpią a Ty z nimi…
17.11.2009 at 16:48
hm nie wiem czy to nadal atkualne:)
skoro liczy się liczba to może by tak przejść się po sąsiadach i.. zebrać podpisy że im nie przeszkadzają koty?